Burzowe łowy 10 i 11 lipca 2017

  • 2 Miesięcy temu

Każdy łowca burz czeka na takie dni jak 10 i 11 lipca 2017 roku. Spędziliśmy mnóstwo czasu na łonie natury. Obserwowaliśmy tysiące wyładowań atmosferycznych z kilkunastu burz. To były dla nas piękne dwa dni. W zasadzie noc i dzień. Ale od początku.

Na dzień 10 lipca właściwie wszyscy ludzie ostrzegający innych przed burzami wydali dla Polski południowej, centralnej i wschodniej drugi w trzystopniowej skali stopień ostrzeżenia przed burzami. Dzień przynosił silne, często niszczące zjawiska w Polsce zachodniej, częściowo centralnej, lecz w obszarze drugiego stopnia ostrzeżenia (w tym Lubelszczyźnie) było całkowicie spokojnie. Jednak prawdziwego burzowego “rabanu” miała narobić krótka fala górna, której nadejście z nad Czech miało być popołudniowym zapalnikiem do formowania się silnych burz na południu kraju. Burze te miały następnie ruszyć w kierunku północno-wschodnim. Oczywiście w naszym kierunku.

Po całodziennym prowadzeniu dla Was relacji, o godzinie 19 postanowiliśmy ruszyć w teren, bo ostrzegać Was przed burzami spędzając czas na łonie natury. Mimo całkowitej burzowej ciszy w promieniu 300 kilometrów od nas, my byliśmy przekonani, że tej nocy ujrzymy i sfotografujemy wyładowania atmosferyczne. Mijały kolejne godziny, a my obserwowaliśmy ze szczególną uwagą dwa miejsca. Pierwszym były okolice Częstochowy, później Kielc, którędy przemieszczała się bardzo silna superkomórka burzowa. Drugim miejscem była Brama Morawska, przez którą do Polski “wlał się” coraz lepiej zorganizowany układ burzowy, który napędzał się właściwie procesami związanymi z pojawieniem się fali górnej.

-Reklama-

Tak mijały nam kolejne godziny. Na zachodnim horyzoncie pojawiły się pierwsze rozbłyski z burzy, która zmierzała na Lublin z Kielc. Postanowiliśmy zamienić drogę serwisową obwodnicy Lublina
na bardziej ustronne miejsce. Wkroczyliśmy na “ekspresówkę” i moment później byliśmy już w Zemborzycach, skąd mamy świetny widok na południowy zachód i zachód (północny zachód też) 😉
Postanowiliśmy połączyć się z Wami na Facebooku. Nawijaliśmy o burzach przez prawie 30 minut podziwiając przy okazji wspaniałe wyładowania z burz, które zaciskały na Lubelszczyźnie coraz ciaśniejszą uprzęż.

Relacja z burz nad Polskąhttps://lubelscyfanipogody.pl/burza-nad-polska-radar-opadow/

Opublikowany przez Lubelscy Fani Pogody na 10 lipca 2017

W tym czasie obserwowaliśmy potężne wyładowania z superkomórki, która po minięciu Kielc, niestety zaczęła tracić na swej sile. Obserwowaliśmy z coraz większą ekscytacją masowy wybuch komórek burzowych w okolicach Sandomierza i Stalowej Woli. Te izolowane burze zaczęły być bardzo aktywne elektrycznie. A ich mała rozpiętość oraz małe kowadła burzowe sprawiły, że burze te pomimo dużej odległości okazały się bardzo fotogeniczne. Spędziliśmy dwie wspaniałe godziny na fotografowaniu mnóstwa wyładowań. Były to wyładowania zarówno typu doziemnego, jak i wyładowania między chmurowe. Oto efekt naszych zabaw z aparatami. Pamiętajmy, że burze te znajdowały się około 90 kilometrów od nas !

Tymczasem układ, które w Małopolsce miał postać MCS w formie liniowej zaczął dezorganizować, skręcając jednocześnie znacznie na wschód. burze te dały burzowy spektakl na Podkarpaciu. Nie znaczy to wcale, że na Lubelszczyźnie było gorzej. W zasadzie cała południowa część naszego regionu przeżyła nocy prawdziwą dyskotekę na niebie. Od Janowa Lubelskiego, po Zamość. Błyskało się wszędzie. Widok z miejscówki, na której widać doskonale cały horyzont od zachodu po południowy wschód był niesamowity. Nieziemski. Dla takich nocy się żyje. Coś niesamowitego.

Do domów zjechaliśmy późną nocą. Kilka godzin snu i znów jesteśmy na stronie. Znów rozpoczynamy relację na żywo, bo na Lubelszczyźnie powstała pierwsza burza. Jest dopiero 8 rano. Burza wygasła, mijają kolejne godzina, aż wreszcie około południa na wschodzie Ziemi Świętokrzyskiej padają pierwsze wyładowania. Burze rosną z każdą minutą. Przybierają na sile i aktywności elektrycznej. Komórki zmierzają wprost na Lublin. Nie ma chwili na zastanowienie. Raz, dwa i już jesteśmy w autach. Mkniemy na miejscówkę. Już na miejscu okazuje się, że najsilniejsza część burzy mija Lublin od północnego zachodu. Mknie na Firlej i dalej, na Radzyń i Międzyrzec. Czekamy dalej, gdyż na południe od tej burzy dobudowują się nowe komórki. Tak. One muszą nas zahaczyć. Te burze nie są tak groźne jak komórki siejące spustoszenie w północnej  części regionu. Lecz i tak jesteśmy w niebo wzięci. Dla nas burza przeżywana na dworze to zawsze święto. Kochamy burze. Na miejsce dotarł również chłopak z portalu Lublin112. Wkręca się. Coraz bardziej lubi to robić. Niedługo będzie taki jak my. Będzie zarywał na przykład dwie lipcowe doby dla burz. Tak będzie 🙂

Materiał zrealizowany wspólnie z redakcją lublin112 możecie przeczytać tutaj.

-Reklama-